poniedziałek, 9 lipca 2012

za słaba

Zawsze myślałam o B. jak o najlepszym, co mogło mnie spotkać. Miałam przyjaciela. Takiego prawdziwego przyjaciela, starszego brata. Nigdy nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że nasza relacja mogłaby się rozpaść. Życie jednak lubi płatać figle.
Aktualnie mam kupę w głowie - ładniej nie potrafię tego nazwać. 
Czuję się jak dziecko we mgle i dopiero zaczynam uświadamiać sobie jak bardzo potrzebuję kogoś, kto wciąż prostowałby mój chory umysł. Zaczynam mieć się dosyć.

Życia nie kontroluję, diety też nie.
W ciągu ostatnich 10 dni, dwa razy pozwoliłam sobie na jedzenie w wielkich ilościach. Bardzo chciałam zwymiotować, ale bałam się. Nawet nie wiem czego. Po prostu odstręczała mnie myśl, że mogłabym wywołać wymioty.
Najwyższa pora wziąć się jednak w garść, więc w obroty poszła dieta baletnicy. 
Kończę już drugi dzień głodówki. Jutro i pojutrze zaczynam życie na beztłuszczowych jogurtach naturalnych.
10kg w 10 dni? We will see.

Pilna potrzeba pozytywnego myślenia. Chociaż chwilę.

P.S Motylico, dzięki za uwagę. Chyba już jest dobrze. :)


1 komentarz:

  1. Powiedz koniecznie, jak Ci idzie ta dietka i czy działa. Może też ja sobie zrobię za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń